Smoczek- zbawienie czy zmora wspolczesnej mamy?

Smoczek, dyd, cyc- jakkolwiek go nie nazywamy z pewnoscia jest jednym z glownych akcesorii pierwszej mamy albo i tez kolejnej. Co jest w tym malym przedmiocie takiego, ze dziecko nie moze bez niego spac albo tez normalnie funkcjonowac w ciagu dnia?Zastanawiam sie, czy to przypadkiem nie jest nasza wina, ze dziecko tak bardzo uzaleznia sie od niego. 

Ja uzywalam smoczka z dwojka moich dzieci. Co prawda wciaz uzywam z jednym jednak z zadnym z nich nie chce przekraczac granicy lat dwoch. Powyzej tego wieku dziecko ze smoczkiem wyglada co najmniej dziwnie. Nawet teraz, gdy odprowadzam syna do szkoly widze 4 latki, ktore wychodzac z klasy od razu dostaja od rodzicow smoczka. Ten widok naprawde mnie przeraza szczegolnie gdy ja traktuje mojego starszego syna jako malego mezczyzne. Nie wyobrazam sobie go ze smoczkiem. 

Mojego starszego syna karmilam piersia. Smoczka wprowadzilam spontanicznie i chyba byl to raczej rodzaj kompletnej desperacji w samochodzie  po 3 tygodniach od urodzenia. Wracalismy z parku i bylismy 1 0 minut od domu. Wiedzialam, ze syn jest glodny jednak nie moglam wyciagnac go z krzeselka podczas jazdy („zalety” karmienia piersia). W odruchu bezsilnosci dalam mu smoczka w samochodzie, kiedy juz krzyk stal sie kompletie nie do zniesienia. Od tamtej pory smoczek oficjalnie zagoscil u nas w domu jednak nie byl on obowiazkiem i czyms na czym bazowalismy za kazdym razem, kiedy Jakub marudzil albo plakal. Syn rowniez wcale sie go nie domagal wiec w ciagu dnia nie byl uzywany. Glownie odbywalo sie to w nocy. Smoczek byl nieodlaczna czescia wieczornej rutyny do momentu, gdy zaczely wychodzic mu zeby. Kiedy moj syn skonczyl 1,5 roku przeczytalam artykul na temat wplywu smoczkow na zgryz i od tego momentu smoczek wyladowal w koszu. Nie bylo zadnego specjalnego rytualu w tej sprawie.Po prostu wrocilam z pracy wzielam smoczka i wsadzilam do kosza. Moj maz byl chyba bardziej przerazony niz ja, a ja bardziej zdeterminowana niz ktokolwiek inny. Tej nocy nie bylo zadnego problemu. Syn mial ciagle swoje pluszowe zabawki i poszedl spac, jak co noc. Wtedy zaczelam sie zastanawiac czy to tak naprawde nie my i czy to nie byl nasz problem, ze staralismy sie zapobiec jakimkolwiek zaburzeniom standardowej rutyny myslac z nawiazka. Szczegolnie, kiedy syn nie odczul tak naprawde zadnej roznicy. To wszystko wydawalo sie zbyt latwe, ale poczulam ulge,  ze nie mialam takiego problemu jak inne mamy. 

Teraz z biegiem czasu rozumiem mamy, ktorym tak ciezko jest poradzic sobie z tym problemem. Historia z moim drugim synem jest zupelnie inna.  Kacper byl karmiony piersia przez 5 miesiecy. Smoczka wprowadzilismy w zasadzie od razu. Czulam sie chyba o wiele pewniejsza, poniewaz nie mialam problemu z jego odstawieniem z pierwszym dzieckiem. Moze i tu byl blad.

A wiec Kacper ma teraz 1,5 roku i jest kolmpletnie uzalezniony od smoczka. Smoczek wszedzie- rano, wieczorem, podczas zabawy oraz snu. Wyobrazacie sobie, ze on musi possac smoczka nawet pomiedzy kesami jedzenia?! Smiac mi sie chce jak to pisze, a pewnie powinnam byc przerazona tym wszystkim. I jestem, tylko wiem, ze zawsze znajde jakis sposob by sie go pozbyc. Lubie wyzwania 🙂 Ja potrafie wytrzymac jego marudzenie, jednak moj maz ma z tym o wiele wiekszy problem. Powoli jestem na etapie smoczek=spanie i chce aby narazie tak zostalo, na chwile. 

Mialam interesujaca sytuacje pewnego dnia, ktora uswiadomila mnie, jak wazny jest dla niego smoczek i z jaka wielka sila musze sobie poradzic. Kiedy polozylam Kacpra na poranna drzemke nie moglam znalezc „silikonowego przyjaciela”. Syn plakal przez 1,5 godziny stojac przy bramce w pokoju. Myslalam sobie, ze po prostu nie jest zmeczony. Dalam mu mleko, polozylam znowu do lozka, pieluszka ok, ale ciagle wychodzil i podchodzil do bramki krzyczac i rzucajac sie na ziemie w histerii. Kompletnie nie wiedzialam,co mam w tej sytuacji zrobic. Schodzac na dol zauwazylam, ze smoczek lezy na dywanie kolo zabawek. Umylam go i zanioslam do gory. Kacper wzial smoczek, wsadzil go do buzi, pomachal, zamknal za soba drzwi i……tyle go widzialam….. i slyszalam! Stalam pod bramka zdebiala i doszlam do wniosku, ze mamy tu powazny problem.

Kolejna sytuacja rowniez przedstawia „powage” naszego silikonowego problemu. Ostatnio bylismy na urlopie i zobaczylam w jakim stanie byl jego smoczek. Brudny, z niewielka dziurka z boku. Powiedzialam do meza, ze nie ma szans zeby Kacper mial tego smoczka po raz kolejny w buzi i po prostu wrzucilam go do kosza. NIE! NIE! Nie i koniec! Pomyslalam, ze moze to jest dobry czas na zakonczenie tego etapu. Ja bylam na to jak najbardziej gotowa, jednak moj maz chyba byl przerazony wizja nieprzespanych kilku nocy podczas urlopu. Przerazilo go to tak bardzo, ze poszedl do lokalnego sklepu w osrodku i kupil ostatni dwupak rozowych smoczkow. To dopiero jest akt desperacji co? Kacper wsadzil go do buzy, possal, wyciagnal, popatrzyl i wsadzil spowrotem. Wiec teraz moj syn chodzi z dziewczecym smoczkiem w buzi. Oh… Sama nie wiem, ktor tu ma wiekszy smoczkowy problem- moj syn, czy moj maz?

Jak widzicie jestem ciagle w procesie radzenia sobie z tym nieznosnym silikonowym potworem. Jesli cokolwiek sie zmieni na pewno dam wam znac. W pierwszym przypadku smoczek na pewno byl zbawieniem, ale w drugim niewatpliwie zmora. Chyba nie ma recepty na na ten problem gdyz jak widac kazde dziecko jest inne.

A jakie jest wasze doswiadczenie? 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s