Smoczek- zbawienie czy zmora wspolczesnej mamy?

Smoczek, dyd, cyc- jakkolwiek go nie nazywamy z pewnoscia jest jednym z glownych akcesorii pierwszej mamy albo i tez kolejnej. Co jest w tym malym przedmiocie takiego, ze dziecko nie moze bez niego spac albo tez normalnie funkcjonowac w ciagu dnia?Zastanawiam sie, czy to przypadkiem nie jest nasza wina, ze dziecko tak bardzo uzaleznia sie od niego. 

Ja uzywalam smoczka z dwojka moich dzieci. Co prawda wciaz uzywam z jednym jednak z zadnym z nich nie chce przekraczac granicy lat dwoch. Powyzej tego wieku dziecko ze smoczkiem wyglada co najmniej dziwnie. Nawet teraz, gdy odprowadzam syna do szkoly widze 4 latki, ktore wychodzac z klasy od razu dostaja od rodzicow smoczka. Ten widok naprawde mnie przeraza szczegolnie gdy ja traktuje mojego starszego syna jako malego mezczyzne. Nie wyobrazam sobie go ze smoczkiem. 

Mojego starszego syna karmilam piersia. Smoczka wprowadzilam spontanicznie i chyba byl to raczej rodzaj kompletnej desperacji w samochodzie  po 3 tygodniach od urodzenia. Wracalismy z parku i bylismy 1 0 minut od domu. Wiedzialam, ze syn jest glodny jednak nie moglam wyciagnac go z krzeselka podczas jazdy („zalety” karmienia piersia). W odruchu bezsilnosci dalam mu smoczka w samochodzie, kiedy juz krzyk stal sie kompletie nie do zniesienia. Od tamtej pory smoczek oficjalnie zagoscil u nas w domu jednak nie byl on obowiazkiem i czyms na czym bazowalismy za kazdym razem, kiedy Jakub marudzil albo plakal. Syn rowniez wcale sie go nie domagal wiec w ciagu dnia nie byl uzywany. Glownie odbywalo sie to w nocy. Smoczek byl nieodlaczna czescia wieczornej rutyny do momentu, gdy zaczely wychodzic mu zeby. Kiedy moj syn skonczyl 1,5 roku przeczytalam artykul na temat wplywu smoczkow na zgryz i od tego momentu smoczek wyladowal w koszu. Nie bylo zadnego specjalnego rytualu w tej sprawie.Po prostu wrocilam z pracy wzielam smoczka i wsadzilam do kosza. Moj maz byl chyba bardziej przerazony niz ja, a ja bardziej zdeterminowana niz ktokolwiek inny. Tej nocy nie bylo zadnego problemu. Syn mial ciagle swoje pluszowe zabawki i poszedl spac, jak co noc. Wtedy zaczelam sie zastanawiac czy to tak naprawde nie my i czy to nie byl nasz problem, ze staralismy sie zapobiec jakimkolwiek zaburzeniom standardowej rutyny myslac z nawiazka. Szczegolnie, kiedy syn nie odczul tak naprawde zadnej roznicy. To wszystko wydawalo sie zbyt latwe, ale poczulam ulge,  ze nie mialam takiego problemu jak inne mamy. 

Teraz z biegiem czasu rozumiem mamy, ktorym tak ciezko jest poradzic sobie z tym problemem. Historia z moim drugim synem jest zupelnie inna.  Kacper byl karmiony piersia przez 5 miesiecy. Smoczka wprowadzilismy w zasadzie od razu. Czulam sie chyba o wiele pewniejsza, poniewaz nie mialam problemu z jego odstawieniem z pierwszym dzieckiem. Moze i tu byl blad.

A wiec Kacper ma teraz 1,5 roku i jest kolmpletnie uzalezniony od smoczka. Smoczek wszedzie- rano, wieczorem, podczas zabawy oraz snu. Wyobrazacie sobie, ze on musi possac smoczka nawet pomiedzy kesami jedzenia?! Smiac mi sie chce jak to pisze, a pewnie powinnam byc przerazona tym wszystkim. I jestem, tylko wiem, ze zawsze znajde jakis sposob by sie go pozbyc. Lubie wyzwania 🙂 Ja potrafie wytrzymac jego marudzenie, jednak moj maz ma z tym o wiele wiekszy problem. Powoli jestem na etapie smoczek=spanie i chce aby narazie tak zostalo, na chwile. 

Mialam interesujaca sytuacje pewnego dnia, ktora uswiadomila mnie, jak wazny jest dla niego smoczek i z jaka wielka sila musze sobie poradzic. Kiedy polozylam Kacpra na poranna drzemke nie moglam znalezc „silikonowego przyjaciela”. Syn plakal przez 1,5 godziny stojac przy bramce w pokoju. Myslalam sobie, ze po prostu nie jest zmeczony. Dalam mu mleko, polozylam znowu do lozka, pieluszka ok, ale ciagle wychodzil i podchodzil do bramki krzyczac i rzucajac sie na ziemie w histerii. Kompletnie nie wiedzialam,co mam w tej sytuacji zrobic. Schodzac na dol zauwazylam, ze smoczek lezy na dywanie kolo zabawek. Umylam go i zanioslam do gory. Kacper wzial smoczek, wsadzil go do buzi, pomachal, zamknal za soba drzwi i……tyle go widzialam….. i slyszalam! Stalam pod bramka zdebiala i doszlam do wniosku, ze mamy tu powazny problem.

Kolejna sytuacja rowniez przedstawia „powage” naszego silikonowego problemu. Ostatnio bylismy na urlopie i zobaczylam w jakim stanie byl jego smoczek. Brudny, z niewielka dziurka z boku. Powiedzialam do meza, ze nie ma szans zeby Kacper mial tego smoczka po raz kolejny w buzi i po prostu wrzucilam go do kosza. NIE! NIE! Nie i koniec! Pomyslalam, ze moze to jest dobry czas na zakonczenie tego etapu. Ja bylam na to jak najbardziej gotowa, jednak moj maz chyba byl przerazony wizja nieprzespanych kilku nocy podczas urlopu. Przerazilo go to tak bardzo, ze poszedl do lokalnego sklepu w osrodku i kupil ostatni dwupak rozowych smoczkow. To dopiero jest akt desperacji co? Kacper wsadzil go do buzy, possal, wyciagnal, popatrzyl i wsadzil spowrotem. Wiec teraz moj syn chodzi z dziewczecym smoczkiem w buzi. Oh… Sama nie wiem, ktor tu ma wiekszy smoczkowy problem- moj syn, czy moj maz?

Jak widzicie jestem ciagle w procesie radzenia sobie z tym nieznosnym silikonowym potworem. Jesli cokolwiek sie zmieni na pewno dam wam znac. W pierwszym przypadku smoczek na pewno byl zbawieniem, ale w drugim niewatpliwie zmora. Chyba nie ma recepty na na ten problem gdyz jak widac kazde dziecko jest inne.

A jakie jest wasze doswiadczenie? 

Reklamy

Egzema dziecieca jak z nia walczyc?

Witam wszystkich po bardzo dlugieh przerwie!

Jak sami pewnie wiecie (bo macie ten sam problem, jesli tu jestescie) posiadajac dzieci jest bardzo ciezko znalezc czas na cokolwiek (czyt. szczegolnie relax przed komputerem). Co wiecej, zajelam sie pisaniem ksiazki 🙂 co tez zajmuje mi kazda wolna chwile. Jednak tym razem chcialam sie z wami podzielic czyms, co moze bardzo pomoc rodzicom, ktorych dzieci cierpia na egzeme dziecieca oraz atopowe zapalenie skory.

Osobiscie walcze z tym od kiedy moj starszy syn Kuba skonczyl 4 miesiace. Wiec jak widzicie mam w tej dziedzinie dosyc duze doswiadczenie (Kuba ma teraz 4 lata). Poczatkowo egzema dziecieca zaczela sie pojawiac sie po tym, jak z karmienia piersia przerzucilam sie na mleko modyfikowane. Sucha, zaczerwieniona skora opanowala glownie czolo i policzki omijajac nos. W koncu doszla do takiego etapu, ze zajmowala cala powierzchnie tych miejsc, byla dosyc zgrubiala i bardzo sucha. Idac do doktora dowiedzialam sie jaka kondycje ma moj syn i ze podobno ma mu to minac do 4-5 roku zycia, albo i tez nie. Od tego momentu zaczelismy nasza walke, ktora twa do dzisiaj.

Egzema nie jest czyms okropnym, ale bardzo potrafi utrudnic zycie malego dziecka jak i rodzicow. W przypadku mojego syna glownymi czynnikami, ktore pogarszaly jego stan byla zlosc oraz zmiany temperatury. Jego ogzema zawsze pogarszala sie podczas zimny, ale goroce lato tez nie bylo najlepszym dla niego wyjsciem. Skora wtedy bardzo go swedziala i bardzo sie wysuszala. Rowniez podczas goracych nocy potrafil obudzic sie drapiac sie za kolanami (na zgieciach) do krwi. Tworzyly sie wtedy okropne rany, ktore ciezko sie goily ze wzgledu na regularne drapanie. Balam sie, ze dojdzie do infekcji, a jeszcze tego mi brakowalo w tamtym momencie. Moj syn nie potrafil tego kontrolowac. Z reszta sami wiemy jak to jest jak swedzi…. trudno sie wtedy nie podrapac 🙂 Niektore atrakcje rowniez musialy wyniesc sie z naszego grafiku np. kapiele w basenie. Chlorowana woda  wplywala tragicznie na jego skore i cala „praca szla na marne”.

Jak pisalam wczesniej  egzema byla praktycznie wszedzie na jego ciele, szczegolnie na twarzy. Z biegiem czasu zaczelo sie to zmieniac i obecnie miejscami chorowitymi sa zgiecia: za kolanami, lokcie, kostki are rowniez pomiedzy udami i lopatki.

Od samego poczatko pozbylismy  sie jakichkolwiek kosmetykow dla dzieci- od zelow do mycia i mydelek po balsamy oraz jakiekolwiek inne substancje chemiczne do zabawy w wodzie. Jedyna rzecza jaka uzywalam dla niego to najdelikatniejszy szampon do wlosow (w koncu wlosy trzeba porzadnie myc prawda? A nie wyobrazalam sobie uzywania oleistych kremow do tego). Zaczelam uzywac NON BIO zelu do prania ubran oraz delikatnego plynu do plukania dla dzieci. Doktor przepisal nam kremy- oliamenty, ktore mialy utrzymywac jego skore nawilzona, ale nie zauwazylam by w jakikolwiek sposob byly skuteczne. przeszlam przez Doublebase, Diprobase, Oilatum oraz standardowy E45. Wszystkie te kremy nakladalam kilka razy dziennie na cale cialo jednak ani nie zatrzymywaly tego procesu, ani nie pomagaly „plackom” znikac. Po prostu je nawilzaly na krotka chwile. Z czasem jak naprawde sie sytuacja pogarszala doktor przepisal nam sterydy, ktore „czyscily” te miejsca i skora na chwile wracala do normalnego stanu. Niestety nie trwalo to dlugo, a jak wiadomo kremow sterydowych nie mozna uzywac regularnie. Postanowilam wtedy wziac sprawy w swoje rece i zaczelam bardzo duzo czytac. Znalazlam w ten sposob bardzo sprawdzone sposoby na to, by radzic sobie z kondycja jego skory, a uwiezcie mi probowalam juz wszystkiego.

Dowiedzialam sie od kolezanki z pracy o bardzo dobrym kremie oraz specjalnym „ubraniu”. Krem nazywa sie Zeroderm. Jest bardzo gesty i tlusty, mozna dodawac go do wody oraz bezposrednio na skore. Nie ma zapachu i jest przezroczysty. Utrzymuje skore nawilzona przez bardzo dlugo. Jak nalozylam krem na skore mojego syna wieczorem przed snem tak nastepnego dnia rano ciagle byla delikatna i nawilzona.

Tubifast to seria „ubran” dla dzieci z problemami skory. Zarowno gora jak i dol sa bardzo obcisle i przylegaja do skory tworzac taki ubraniowy bandaz. Przede wszystkim uniemozliwia to dziecku bezposrednie drapanie sie szczegolnie w nocy jak i w dzien. Nawet kiedy dziecko sie drapie, nie pozostawia to ran na skorze, a daje jakies tam ukojenie. Bardzo dobre jest poleczenie Zeroderm z Tubifast. Nalozenie duzej ilosci Zeroderm na lekko wilgotna skore dziecka po kapieli i nalozenie bandazowego ubrania. Pozwala to kremowi regularne wsiakanie w skore i utrzymywanie skory na dobrze nawilzonym poziomie.

Rowniez krem E45 itch relief jest bardzo dobry w przypadku drapania. Przyjemnie pachnie mimo braku substancji zapachowych oraz jest dosych rzadki. Szybko sie wchlania i dziala bardzo szybko. Szczegolnie nie duza w porownaniu do innych kremow tubka jest bardzo podreczna i mozna ja zabrac ze soba.

Piriton jest bardzo dobrych syropen dla osob z alergiami oraz pomaga w uciazliwym swedzeniu. Podajemy go synowi regularnie i za kazdym razem dziala w przeciago 30 min. Niewielka ilosc syropu, a daje tak wielka ulge i bez niego nie wiem jakbysmy sobie z tym problemem poradzili.

Mimo, ze nie jestem zwolenniczka Johnson’s baby wpadl w moje rece krem wlasnie tej firmy. Johnson’s baby soothing naturals Intense moisture cream (Relieves dry skin from the first use). Ma delikatnie zielona buteleczke. Nie sadzilam, ze mozna uzywac go w przypadku dzieci z egzema dziecieca, ale postanowilam to sprawdzic w internecie. Przeczytalam bardzo duzo opinii na temat tego kremu od osob, ktore mialy dokladnie ten sam problem i wszyscy byli nim bardzo pozytywnie zaskoczeni. Sklad kremu jest bardzo naturalny (Vit E, ekstrakt z liscia oliwy, mineraly) a do tego pieknie pachnie, dlatego tez sama postanowilam go przetestowac. Efekt byl naprawde zadowalajacy- skora byla delikatna nawilzona, nie swedziala i miala bardzo przyjemny zapach. Trzeba tylko pamietac aby nakladac go regularnie z reszta tak jak wszystkie inne kremy.

Mimo, ze jest tyle dostepnych srodkow na rynku to jak widac, nie wszystkie dzialaja tak, jak jest to opisane na opakowaniu czy opowiedziane w reklamie. Na pewno zalezy to rowniez od rodzaju skory, gdyz kazda skora reaguje inaczej.Z reszta nie zobaczy sie reklam rzeczy, ktore sa naprawde dobre i skuteczne, bo nie trzeba ich reklamowac. I to jest w gruncie rzeczy swieta prawda, dlatego nie dziwie sie, ze powiedzial ja ksiadz 🙂 Dlatego tez postanowilam poszukac rowniez naturalnych metod, ktore by mi pomogly w tej codziennej walce. Znalazlam trzy bardzo dobre sposoby:

Sea salt– Kupilam duzy kubelek naturalnej czystej soli morskiej i regularnie dodawalam ja do kapieli. Sol morka jest swietna do takich rzeczy, a jednoczesnie ma bardzo szerokie zastosowanie. Przyszlo mi to na mysl po tym jak pojechalismy na wakacje. Syn kapal sie regularnie w morzu a jego skora byla po prostu idealna. Jednoczesnie jesli skora jest  zgrubiala w niektorych miejscach mozna uzyc soli jako delikatnego pilingu, ktory ja usunie.

Owsianka– Ten sposob uzywalam, jak moj synek byl malutki i dawno tego nie robilam, ale chyba czas do tego wrocic. Owsianke zmielilam zeby byla drobna i dodawalam ja do kapieli. Wiadomo, ze to nie jest najbardziej praktyczne,ale co zrobic jesli dziecko cierpi. wtedy takich rzeczy nie bierze sie pod uwage. Ostatnio rowniez czytalam aby po prostu owsianke wsadzic do gazy i pozwolic aby woda wlewajaca sie do wanny przez nia po prostu przeplywala. Najlepiej zawiesic gaze z owsianka od razu pod kranem. Moze bardziej praktyczniejsze i na pewno skuteczne.

Ostatnio rowniez moja kolezanka przeslala mi zdjecie z facebooka kobiety, ktore na egzeme zaczela uzywac olejku kokosowego. 100% organiczny olej kokosowy z pierwszego tloczenia jest wspanialy. Pachnie przepieknie i jest jak oliwa, ktora bezposrednio naklada sie na skore. Moze sposob nakladania nie jest najlepszy bo w wyzszych temperaturach jest typowo jak olej, ale jest to o wiele przyjemniejsze od kremow, ktore uzywalam. Skora jest bardzo nawilzona praktycznie przez caly dzien, jest delikatna, pieknie pachnie, a miejsca sie szybko goja i zaczerwienienie/podraznienie znika. Za 500 ml sloik zaplacilam 2 f, a ilosc ktora sie uzywa w porownaniu do kremow jest minimalna. Duza tuba kremu wystarczyla nam na tydzien, a przy tym samym uzyciu wyglada na to, ze olej kokosowy wystarczy nam spokojnie na 2-3 przy codziennym uzyciu.

No to koncze, mam nadzieje, ze pomoglam moim wpisem kilku zdesperowanym mamom. Sama osobiscie teraz staram sie docenic zalety natury i korzystac z tego co nam dala. Powiem szczerze, ze jeszcze na niczym sie nie zawiodlam czy to przy problemach skory czy tez grypie.

 

Konkurs- „Zdjecie pelne milosci”

Witam wszystkich.

Wzielam udzial po raz kolejny w konkursie, ktory byl oglaszany na stronach dla emigrantow w UK „Polish Express” oraz „Panorama”. Zadaniem bylo przeslanie zdjec do redakcji, ktore pokazuja milosc. Co sie okazalo, sporo moich zdjec dostalo sie do dalszej czesci konkursu.

Teraz chcialabym prosic Was o pomoc…

…Poniewaz sama nie mam Facebooka czuje sie troche dyskryminowana i jestem od poczatku na straconej pozycji ze wzgledu na marketing lol Chcialabym Was prosic o glosi na zdjecia mojego autorstwa, ktore dostaly sie do konkursu. Mozna oddac jeden glos dziennie na jedno zdjecie. Glosowanie zostanie zakonczone 29go lutego. 

Prosze podzielcie sie tym na Facebook’u i pomozcie jednemu z moich zdjec wygrac okladke magazynu Panorama. 

Tutaj jest link do strony glosowania:

Strona glosowania na zdjecia

Zdjecia maja nastepujace numery: 3, 4, 5, 22, 23, 24, 25

Dziekuje wszystkim, ktorzy postanowia wziac w tym udzial! x.x.x.

Chce poznać Twoje zdanie…

 

Żeby zrozumieć jak to tak naprawdę jest w życiu każdego z nas chciałabym abyscie pomogli mi odpowiedzieć na pewnie pytania 🙂

Czy moge prosic o dzien wolny?

Czasami dochodze do takiego punktu mojej egzystencji, ze mam wszystkiego dosyc. Jestem codziennie zmeczona, mam po dziurki w nosie powtarzanie tych samymch zwrotow typu: „Nie wolno!” „Zostaw go!” „Nie rob tak!” „Uwazaj!” itp. A jedynym czasem na odprezenie jest tak naprawde moment, w ktorym ide do lozka spac. I mimo, ze chcialabym porobic wtedy cos innego co sprawia mi przyjemnosc, to tak naprawde musze wybierac pomiedzy dluzszym snem, albo innego rodzaju relaksem. Kiedy przychodzi czas zabkowania albo choroby, ktora obecnie trwa hmmmm… 3 miesiace? to nawet w nocy nie mam spokoju. Chyba moje cialo zaczelo odmawiac mi posluszenstwa i troche sie buntowac….

Nie wiem skad mam wziac energie na wszystkie normalne zajecia domowe? A tym bardziej ta pora roku wogole mi w tym nie pomaga. Na dworze jest zimno i pada deszcz. Jest depresyjnie. Mimo, ze podobno sama mam charakter „zimy” to brakuje mi motywacji do wszystkiego. Nie znacie jakiejs szczepionki na tego rodzaju chandre? Z checia sprobowalabym… Mimo, ze staram sie, aby każdy nowy dzien byl atrakcyjniejszy od poprzedniego zarowno dla mnie jak i dla dzieci i czasami wsadze naprawde duzo wysilku w zabawy oraz zadania, ktore przygotuje, to tak naprawde starczaja one na nie dluzej niz 5 minut… I to wcale nie jest z mojej winy…

Kuba ze wzgledu na swoj wiek jest na etapie- w domu dobrze, ale lepiej u kogoś innego. Non stop meczy mnie aby gdzies isc, kogos zobaczyc….Kacper zaczal raczkowac na pelen full, a na dodatek probuje swoich sil w stawaniu, chodzeniu i wspinaniu sie po schodach. Kuba jak to bywa na starszego brata „uczy” go w zasadzie zabraniajac mu wszystkiego. Ciagnie, pcha, popycha, szturcha, a ja tylko tlumacze i tlumacze i slysze…. placz. Placz rano, po poludniu i wieczorem. Czasami jak nikt nie placze, to ja i tak w mojej glowie ciagle slysze ten placz albo…. Sama zaczynam!

Moje dzieci maja inne charaktery i widac to od samego poczatku. Kuba zawsze potrafil zajac sie sam soba, rzadko potrzebuje pomocy i jest raczej samodzielny. Do tego musi sie naprawde mocno uderzyc by zaczal plakac, jest raczej „niezniszczalny” i tak sie zachowuje. Moj maz sie smieje, ze rosnie kolejna gwiazda amerykanskiego footballu albo rugby…

Kacper z kolei jest typem mamisynka i malego placzka. Potrafi rozplakac sie bez powodu. Po prostu siedzi i chyba sobie mysli „Zaczne plakac, a co tam nie mam nic lepszego do roboty”. Czasami wystarczy, ze kolo niego przejde tak jakbym byla jakims impulsem- MAMA= PLACZ. O lekkich upadkach jak to dziecko raczkujace nawet nie wspomne. Juz myslalam zeby mu nawet poduszke do pupy przywiazac moze to zaoszczedziloby mi 60 % sytuacji, kiedy placze. Ha ha zartuje oczywiscie…. a moze wymysle nowy patent?

Mimo, ze wychowuje obu tak samo to i tak widac, ze na jednego to dziala, a na drugiego nie. W kazdym badz razie czuje jak ucieka ze mnie energia, jak popadam w rutyne i staram sie by kazdy dzien byl inny, ale tak naprawde każdy jest zupełnie taki sam. Jak w zegarku. Zaczelam tekze doceniac cisze, jak nigdy wczesniej. Kiedy zdarzy sie juz takie swieto, ze jestem sama na godzinke, to nawet nie wlaczam telewizji. Nie wlaczam nic. Jest po prostu grobowa cisza w domu. Oj jaka ona jest piekna. To glucha melodia dla moich uszu i ukojenie dla mojego ciala. Szkoda, ze nigdy nie trwa dlugo….

Ale mi sie zebralo na marudzenie co? Chyba dla kazdego przychodzi taki dzien. Podobno zawsze po narzekaniu powinno zrobic sie lepiej… Czy czuje sie lepiej? Nie sadze, ale bedzie mi lepiej wtedy, kiedy wsrod osob czytajacych znajdzie sie ktos, kto w 100 procentach mnie zrozumie….To mi wystarczy.

Obiadki jak w domu

Zastanawiam sie, kto w dzisiejszych czasach robi to samo co ja? Przeciez wszystko zawsze mozna kupic. Po co sie tak wysilac jesli jest tyle promocji….A moze i dlatego, ze w Anglii nie kupimy pomidorowki z ryzem czy krupniczku dla dziecka w sloiczku. No sklamalam… Moze i kupimy w polskim sklepie, ale nie typowych siecowkach jak ASDA, ALDI, LIDL czy Morisson’s. Ja chyba po prostu mam dosyc tego, ze moje dziecko non stop je Grama’s Sunday Dinner, Lamb pot albo curry, ktore wogole tego curry nie przypomina. . Co do kuchni, to na pewno zostalam przy polskiej chyba, ze jest to Full English Breakfast, to wtedy sie poddaje…:-)

Ostatnio mama mi poradzila, abym gotowala wszystko w nadmiarze, a pozniej to, co zostanie wekowala w sloikach. I tak tez zrobilam…. Gulasz, zupa pomidorowa czy mielone zawsze konczyly w sloikach i tak naprawde…. byl to swietny pomysl. Dlatego tez pewnego pieknego dnia pomyslalam sobie: „A moze by tak robic rowniez obiadki dla mojego 10cio miesiecznego szkraba?” No i tak tez zrobilam. Nie jestem zwolenniczka tego aby dziecko jadlo besmakowe posilki, ktore pachna jakolwiek oni to opisuja na sloiczkach, ale jak sie ich posmakuje to smakuje jak….. nic! Papka po prostu, caly smak chyba jest tylko w zapachu. Dlatego tez moj syn je wszystko to, co my sami. Oczywiscie oszczedzam na soli dla niego, ale przypraw sie nie boje. Tak tez ostatnio na przyklad zrobilam zupe pomidorowa. Mam niewielki blender, dlatego tez do pojemniczka wsadzilam kawalki miesa z kurczaka, makaron, ugotowane marchewki oraz wlalam zupe (zupa robiona na mleku, co nie mialam akurat smietany). Wszystko to potraktowalam blenderem i…….. voila- Gotowe! Posilek pierwsza klasa. Do tego, udalo mi sie przetrzymac kilka malych sloiczkow, ktore wypelnilam piekna czerwona papka 🙂 Wydaje mi sie, ze jest to swietny pomysl, aby dziecko poczulo nowe smaki, przyzwyczailo sie do tych rzeczy, ktore cala rodzina je a przy okazji jest to na pewno o wiele zdrowsze, niz to co kupuje sie orginalnie w sloiczkach. Ah! I zapomnialabym! Nic cie to nie kosztuje, bo i tak gotujesz to dla wszystkich! 🙂

Sa dwa sposoby wekowania sloikow- na cieplo i zimno.  Ja zawsze uzywam metody na cieplo, poniewaz jest szybsza.

W obu przypadkach staraj sie przygotowac sloiki, ktore sa bez wyszczerbien oraz nie sa zardzewiale. Oczywiscie najlepsze beda male sloiczki po obiadkach dla dzieci. Najlepsze sa sredniego rozmiaru. Sloiczki musza byc dokladnie umyte, a pozniej sparzone goraca woda. Lepiej w srodku ich nie wycierac i obrocic dnem do gory by same sie wysuszyly chyba, ze potrzebujemy ich na szybko to w tym wypadku uzyc papierowych recznikow. 

Wekowanie:

  • Umyte i suche sloiczki ustawic w rzedzie
  • Papka, ktora nam powstala podczas blendowania (patrz wyzej jak to zrobic) nalezy wsadzic do garnuszka i podgrzac aby byla goraca 
  • Kiedy juz sie zagotuje nalezy przy uzyciu duzej lyzki wkladac ja do sloiczkow do wysokosci szyjki sloika
  • Nastepnie wyczyscic brzegi sloika aby nie bylo zadnych kawalkow jedzenia 
  • Uzywajac scierki prosze przytrzymac sloiczek jedna reka (powinien byc goracy), a druga zakrecic dokladnie nakretke sloika
  • kiedy juz wykonamy te czynnosci prosze odwrocic sloiczek do gory nogami i poczekac az ostygnie.

Dobrze wykonana pasteryzacja powoduje, ze po pewnym czasie jak odwrocimy sloik to jego srodek powinien „kliknac” do srodka i juz nie wyskoczyc. 

Powodzenia!

 

Jedna łyżeczka za mamę, druga za tatę…Czyli jak niejadek zje obiadek.

Zachęcić 3-latka do jedzenia to nie lada wyzwanie. Sama obecnie mam ten problem gdyż mój synek wcale nie chce jeść. Ma tygodnie, kiedy potrafi jeść za dwóch i domaga się jedzenia praktycznie przez cały dzień. Jednak przychodzi taki czas, kiedy 3/4 tosta wystarcza mu na cały dzień. Próbowałam wielu różnych sposobów- niektóre działały, ale nie długo, a niektóre wcale. Zaczynałam od próśb, poprzez zainteresowanie dziecka jedzeniem, po karmienie go, przekupywanie różnymi rzeczami i kary. Na nic się zdały wszystkie moje próby… I jak tu nie zwariować?!

Napotkalam w internecie artykuł, który dokładnie przeczytałam. Artykuł został napisany przez Panią Beate Cieplowska -Kowalczyk i znajdował się na stronie eDziecko.

Problem jedzenia u dziecka

Po przeczytaniu tego artykułu miałam mieszane uczucia. Z częścią informacji zgadzałam się w 100%, niektóre były dla mnie nowe, jednak są tez kwestie, które nie bardzo do mnie przemawiają. Nie wiem, czy nauczyło mnie to czegoś konkretnego, ale na pewno jest warte przeczytania, ponieważ widać, że nie tylko ja mam takie problemy, a ten fakt od razu sprawia, że czuję się lepiej. Z drugiej strony nie wiadomo czy można to nazwać problemami, gdyż według artykułu dziecko w wieku 3 lat je tyle ile potrzebuje, więc jeśli każde dziecko ma inne potrzeby i organizm sam sobie wytyczna granice to najwidoczniej dziecko nie jest głodne wtedy, kiedy głodni jesteśmy my.

W naturze matki chyba jest „wszczepione ” upewnienie się, że dziecko nie jest głodne i otrzymało wystarczająco dużo substancji odżywczych aby przetrwać dzień i dobrze się rozwijać. Trudno akceptować decyzję dziecka o nie jedzeniu jeśli jest pora śniadania, a dziecko nie jadło nic od 18tej poprzedniego wieczoru.

Oczywiście dziecka do jedzenia nie należy zmuszać jednak jednocześnie trzeba dać dziecku szansę spróbować nowych rzeczy. Jeśli nakłada się dziecku porcje warzyw aby spróbowal, to trzeba go jakoś zachec do tego by je posmakowal mimo, że on z góry założył, że ich nie lubi (tak robi mój syn, wszystko nowe jest na „ble”). Trzeba być kreatywnym, a to jest czasami dużym wyzwaniem. Zawsze staram się zachęcić moje dziecko do posmakowania nowych rzeczy, a kiedy faktycznie nie będzie ich lubił nie musi ich jeść. Za jakiś czas próbuje po raz kolejny. Smak dziecka sie zmienia, tak samo jak u doroslych i to, co początkowo nie jest dla niego smaczne może z czasem okazać się całkiem apetyczne. 

Przestałam również nalegac aby mój syn zjadł swój posiłek. Zauważyłam, że dużo jest w tym problemu typu: „szukam-uwagi-dlatego-nie-będę-jadł” (szczegolnie jak jest dwójka dzieci, a troublemaker to ten starszy). Kuba im bardziej nie chciał jeść tym więcej uwagi od nas dostawał, a to było to, co chciał osiągnąć. Przerosło mnie to, bo widziałam, że to jego taktyka do niczego nie prowadzi, a we mnie tylko wzbiera złość. Dlatego też przestałam to robić. Kiedy siadamy do posiłku i Kuba mówi, że nie chce jeść i ma swoje humory to po prostu każe mu odnieść talerzyk do kuchni jeśli uważa, ze skończył. Jednocześnie informuję go, że nie dostanie nic do następnego posiłku. Wtedy zmienia swoje zdanie i nagle robi się głodny. Mówię: „Jedz w takim razie, prosze” i już dalej tego nie komentuje,a raczej go ignoruje czekając czy wykona krok w kierunku jedzenia. Staram się nie ponaglac go, ale dostaje od nas pochwaly w momencie, kiedy faktycznie zaczyna jeść. Wtedy on ma wrażenie, że kontroluje sytuację i sam o sobie decyduje. 3-latkowie są bardzo skomplikowanymi osobnikami 🙂

Wydaje mi się, że dziecko w wieku 3 lat ma świadomość tego, co chce jeść. Dlatego też możliwość wyboru tego, na co ma ochotę jest podstawą. Nie ma sensu przygotować posiłków dla dziecka wg własnego uznania jeśli synek zamiast ryby chce zjeść kurczaka, albo zamiast warzyw trochę owoców. Oczywiście nie bierzemy pod uwagę odpowiedzi tyłu czekolada albo chipsy. Najlepiej tak formułować pytanie, aby zasugerować dziecku coś dobrego i uniknąć niepotrzebnych argumentów Np. ” masz ochotę zjeść dzisiaj kurczaka czy rybę z piekarnika?” albo ” Wolisz chleb z serem czy płatki z mlekiem na śniadanie?” Taka forma pytania jest idealna aby dać dziecku możliwość wyboru, ale jednocześnie mieć kontrolę nad tym, co je. U mnie się to sprawdza.

Zauważyłam również, ze wspólne posiłki przy stole powodują, że dziecko chętniej je to, co ma podane. Czasami jest tak, ze kazdy z rodziców pracuje w innych godzinach i ciężko jest czasami zgrać się w czasie jednak trzeba postarać się aby posiłki dziecka pokrywaly się z posiłkami przynajmniej jednego z rodziców.

Co do karmienia dziecka to mam podzielona opinie. Oczywiście jeśli dziecko jest starsze, które rozumie wystarczająco dużo głupota byłoby karmienie go jak małego dziecka. Jednak w przypadku mojego 3 letniego synka czasami mi się to zdarza. Jest to wyjątkowy przypadek: Jeśli wiem, że moje dziecko nie jadło przez bardzo dlugo, a czasami się to zdarza to wtedy łamie chyba wszystkie możliwe reguły i po prostu….karmie go. Wolę aby zjadł chociaż odrobinę będąc karmiony przeze mnie niż by ominął kolejny posiłek. Taka sytuacja zdarza się najczęściej podczas choroby.

Tak czy inaczej czy się bawimy czy jemy, czy uczymy toalety albo po prostu dobrego zachowania to każde z tych czynności jest wyjątkowym i skomplikowanym procesem zarówno dla nas jak i naszych dzieci. Nie zapomnijmy, że wciąż mimo tyłu lat uczymy się razem z nimi, ale tak naprawdę to od nas oni uczą się najwięcej więc starajmy się być częścią ich życia i rozwoju.

Pozdrawiam!